Każdy artysta potrzebuje wsparcia – ja mam Lunę, moją kotkę, która nieustannie dba o to, by moje prace były… odpowiednio monitorowane… towarzyszy mi w pracowni Natulart.
Luna jest prawdziwą mistrzynią w podkradaniu pędzli, testowaniu faktury farby łapkami (czyżby sprawdzanie jakości?) oraz zajmowaniu najlepszego miejsca w pracowni – tuż obok mojej palety. Jej ciekawość nie zna granic – każdy ruch pędzla śledzi z pełnym zaangażowaniem, wyczarowuje twórczą atmosferę swoim murmurando.
Bywa i tak, że jej artystyczna wena rozkwita na moich płótnach. Wtedy mam unikalny „koci podpis” w postaci odbitej łapki. Z jednej strony, kto by się nie ucieszył z takiego oryginalnego wkładu? Z drugiej – farba olejna i kotka to połączenie pełne wyzwań!
Ale muszę przyznać, że Luna wnosi do mojej pracowni coś, czego nie da się zmierzyć – ciepło i towarzystwo, które sprawia, że malowanie staje się jeszcze przyjemniejsze…